Postanowiłem prowadzić bloga. Na razie nie ważne z jakich pobudek… A żeby prowadzić bloga, trzeba go stworzyć.  Proste.

Akt kreacji.

NIE MA, czary mary, JEST.

Dla mnie coś nieopisanie zachwycającego i zdumiewającego. Kreowanie. Tworzenie. Tworzenie czegoś przeze mnie. Czegoś MOJEGO.

A z racji, że to ma być MOJE, no to będzie po mojemu – tak jak MNIE się podoba.

I teraz tak: słowo “MOJE” ma tu ogromne znaczenie. Nie analizowałem tego wcześniej jakoś mocno pod względem psychologicznym, ale jakby się tak chwilę zastanowić…

No pomyśl sam/a: Co zmieniają w zdaniu i jaką mają funkcję słowa “mój, moja, moje”?

Przykład:

Ala bawi się z kotem.     vs.         Ala bawi się z moim kotem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie scrolluj cwaniaku, tylko się chwilę zastanów. ;>

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Masz już coś SWOJEGO?

OK.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zaimki dzierżawcze (tak, właśnie tak nazywa się ta część mowy) “mój, moja, moje” określają stan przynależności. Definiują właściciela. Ale nie byle jakiego, bo tym właścicielem jesteś Ty sam.

Z kolei ze słowem i funkcją “właściciel” wiąże się bardzo ważne (a dla niektórych również przeraźliwe) słowo – “odpowiedzialność”.

Tak, znając właściciela, wiemy na kim spoczywa odpowiedzialność. Ktoś pomyśli: “Uuuu, jakie to dorosłe, jakie to sztywne…”. Trochę tak, bo, tak dumam: Czyż dorosłość nie zaczyna się tam, gdzie zaczyna się świadomość odpowiedzialności?

Tak więc słowa (zaimki dzierżawcze) “mój, moja, moje” niosą ze sobą ogromnie ważną informację.

Teraz pytanie: Dla kogo?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No dajesz… ;] Pokmiń sam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według mnie, przede wszystkim dla tego, kto je wypowiada. Dla jego umysłu. Dla jego podświadomości. I w końcu dla jego postrzegania rzeczywistości.

No i tutaj się zaczyna… 😀 Myślę, że każdy się zgodzi, że świadomość posiadania odpowiedzialności zmienia postrzeganie rzeczywistości. Zmienia diametralnie.

I to mnie właśnie zachwyca. Takie jedno, małe słowo, a tak wiele zmienia. Według mnie to słowo ma po prostu ogromną MOC.

Jeśli w tym momencie, pod wpływem tego wpisu, komuś przyszła na myśl ostatnia seria reklam banku ING, to tak, bardzo mnie urzekła. Pewnie przez to, że jest spójna z moim rozumowaniem. Wiecie co? Nawet lubię je oglądać. 😀

Ale wracając do tematu.

Geneza.

Wiecie jaka jest geneza nazwy mojego bloga?

Kminicie czy dawać od razu? ;>

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krótka historia.

Jesień 2015.

Siedziałem razem z Krystianem na zajęciach. Ogarnialiśmy jakieś zadanie podane przez prowadzącego. Swoją drogą, ten prowadzący bardzo spoko gość. I właśnie może przez to, że darzyłem go jakimś takim uznaniem/sympatią, a może to wynikało z moich ówczesnych przekonań i postrzegania świata… w każdym razie chciałem zrobić to zadanie bardzo dokładnie. Zatem skrupulatnie zaznaczałem i odczytywałem podane warunki na wykresie.

Krystek jest INNY. Inny niż ja. Do studiów ma podejście, powiedziałbym, bardzo luźne. Było jakoś tak, że mieliśmy wtedy jeden wykres na dwóch. (Przypadek? ;>) Ja się zabrałem do tego zaznaczania i odczytywania danych, a Krystek jak zobaczył jak się z tym, co tu dużo mówić, pierdole, mówi:

– Stary, weź przestań,  kogo to obchodzi? Dawaj to. – Widząc jego bulwers zacząłem się śmiać. Ale coś zatrybiło.

„Wreszcie pierwszy element trafił na swoje miejsce i wzbudził to coś – świadomość.” (#Zeus)

– W sumie to masz racje. Who cares?

– Właśnie, who cares… – i zaczął z grubsza nanosić dane.

 

 

 

Właśnie tak powstał Hukers.

Jest to z grubsza fonetyczny zapis zarazem frazy i pytania “Who cares?”.

Z grubsza, bo podobno w British English jest takie “Hu kez”, a z kolei w American English to “r” jest według mnie o wiele bardziej wyraźne i na końcu jest bardziej “s” niż “z”. Bardzo chciałem, żeby nazwa mojego bloga była bardzo dokładnym, fonetycznym zapisem tej frazy… Wyczuwacie analogie sytuacji? ;> Tak, miałem chwilę trwającą rozkminę nad zapisem. Ale wiecie co? – Who cares? To jest MÓJ blog.

Wracają do wcześniejszego wywodu. Wiecie jaka kolejna, bardzo ważna cecha/funkcja wiąże się ze słowem właściciel?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mała podpowiedź:

Jan ma swoje pieniądze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta cecha/funkcja, to według mnie to, że właściciel może robić co mu się żywnie podoba. Ze swoim dobytkiem, rzecz jasna… 😀 Po prostu PIĘKNE.  (Nie zapominajmy jednak o ciągłym istnieniu tej pierwszej funkcji/cechy.)

To jest MÓJ blog. A ja lubię spółgłoskę „r” (mimo, że jako brzdąc miałem ogromne problemy z jej wymową), jest taka dźwięczna, taka rezonująca, taka ostra. Jest  w moim nazwisku, będzie też w nazwie mojego bloga.

Natomiast „s” vs. „z” na końcu – wybór był dla mnie oczywisty. No bo jak to wygląda (i jak się to czyta?) – Hukerz? No słabo według mnie. Od razu skojarzyło mi się z czymś takim jak Lockerz.

A nie, nie ma się kojarzyć.

 

Także:

HUKERS

I ta nazwa, to słowo (z gr. logos) ma genezę. Moją genezę. Dla mnie ma też znaczenie. Ogromne. Ale o tym może kiedy indziej. Chyba dużo jak na pierwszy raz…

 

 

 

 

 

Photo credit: Infomastern via Foter.com / CC BY-SA

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s